poniedziałek, 16 listopada 2015

Pierwsza wizyta już za mną !

Hi ♥
Ten post miał się pojawić w weekend, ale byłam u koleżanki na urodzinach, uczyłam się i po prostu nie miałam czasu :c Ale już jest i muszę Was poinformować o pewnych zmianach w moim leczeniu, które właśnie zaczynam. Więc tak .. może od początku. W ostatnim poście opowiedziałam Wam o biorezonansie, na który miałam jeździć 2-3 razy w tyg. do Warszawy. Ale udało mi się z rodzicami znaleźć także dobrego lekarza w Łodzi. Do Łodzi mam zdecydowanie bliżej i mogę się umówić na wizytę praktycznie po szkolę, więc nie opuszczę, aż tyle godzin ile bym opuszczała jeżdżac do Warszawy. Co prawda będę zwalniana z 2 ostatnich lekcji ale lepsze to niż, żeby stracić cały dzień w szkole. No więc dziś byłam na pierwszym 'zabiegu'. Na początku Pani potwierdzała wyniki badania, które miałam robione w Warszawie. Następnie siedziałam przez 1,5 h (na początek aby organizm się przygotował na dłuższe terapie) podłączona do specjalnej maszyny. Pani tylko co jakiś czas przesuwała 'maty' ( nie wiem jak to nazwać ), aby działały na kolejne miejsce. Nic przy tym nie odczuwałam. Mogłam czytać książkę, ponieważ telefon trzeba wyłączyć przy tym zabiegu bo zakłóca fale. Pomimo tego, że do Łodzi mam bliżej i mogę umawiać się na wizyty w późniejszych godzinach jest tam również taniej niż w Warszawie. Pani doktor jest przemiłą osobą i dość fajnie mi się z nią rozmawiało ☺ W sumie to cieszę się, że będę jeździła właśnie do niej.

Post ten był trochę krótszy. Chciałam Was informować na bieżąco jak to całe leczenie przebiega. Już niedługo kolejny post ! Moje 'rozkminy' i DIY ☺ ! Zapraszam do obserwacji, aby być na bieżąco ! 

Pozdrawiam,
Monia ♥

wtorek, 10 listopada 2015

Biorezonans - zaczynam leczenie.

Hi ☺
Jak wiecie z ostatniego postu byłam w poniedziałek w Warszawie na biorezonansie, a dokładnie na badaniach przed rozpoczęcia tego leczenia. Badanie było dość dziwne jak dla mnie. Siedziałam tyłem do takiej metalowej płytki, a Pan stukał metalowym 'drutem' z kółeczkiem na końcu w tą płytkę i wymieniał mi co mam, a czego nie. A co ja mam ? Nie pamiętam dokładnie, moja mama ma gdzieś schowaną tą rozpiskę. Wiem, na pewno, że mam boleriozę typu 1 i 2. Przywrę krwi i czegoś tam jeszcze. Niestety nie pamiętam, jak znajdę tą rozpiskę to Wam napiszę. Leczenie nie wiem jeszcze kiedy dokładnie zacznę, ale niedługo. Leczenie będzie polegało na tym, że będę podłączana do specjalnej maszyny ( na głowie będę mieć założone 'takie coś' ) i będę tak siedzieć na początku 3 i pół godziny, a po jakimś czasie skrócimy to do 2 i pół. Najgorsze jest to, że trzeba tam wyłączyć telefon, więc coś czuję, że będę się trochę nudzić. Na pewno będę czytać książki, ale na pewno nie przez tyle czasu. Większość ludzi, którzy tam byli po prostu spali. To całe miejsce bardzo przypominało zwykłe mieszkanie w bloku. Była tam szafa, do której wkładało się kurtki. Była też kuchnia z kuchenką, zlewem i szafkami kuchennymi, która była połączona z salonem, w którym znajdował się telewizor, dwie kanapy i 4, czy 5 foteli, na których siedzieli pacjenci. Aha, zapomniałam dodać, że będę tam jeździła na początku 3 razy w tyg., a później 2. Z czego nie można w weekend. To oznacza, że opuszczę dużoo lekcji. Rozmawiałam już częściowo z moją wychowawczynią i możliwe, że nie będę pisała testu próbnego. I to całe leczenie będzie trwało minimum 12 tyg. Eh.. trochę się pokomplikowało.. Ale co zrobić ? Takie życie i tego się nie zmieni. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ale trzeba się starać, żeby przebiegło ono jak najmilej i bez problemowo. Teraz najbardziej pociesza mnie to, że mam przy sobie bliskich, którzy mnie bardzo wspierają i dziękuję im za to .  Cieszę się, ponieważ jutro jest święto i nie idziemy do szkoły. Możliwe, że dodam jakiś post W sumie mam już parę pomysłów na niego. Więc to by było na tyle dzisiaj. Do zobaczenia w kolejnym poście
Monia ♥

czwartek, 5 listopada 2015

Walczymy !

Hi ☺
Planowałam napisać dopiero jutro post ale przed chwilą dowiedziałam się, że w poniedziałek jadę na biorezonans. Co to jest ? Szczerze to sama do końca nie wiem :c Ale wiem, że może mi to pomóc! W ostatnim poście pisałam, że zachorowałam na boleriozę.  Biorę około 15 tabletek dziennie, mam ścisłą dietę, której muszę się trzymać przez rok, ponieważ tak długo będę na antybiotyko terapii. Ale biorezonans może skrócić branie przeze mnie antybiotyków. Lecz niestety minus jest taki, że nie każdemu on pomaga. Mam wielką nadzieję, że mi pomoże. Postaram się w przyszłym tygodniu napisać Wam jak było w Warszawie i na czym to leczenie polega. Odbiegając od tego tematu... Mam kilka pomysłów na kolejne posty Na pewno będzie DIY świąteczne ! Więc zapraszam do obserwacji, aby śledzić nowe posty na moim blogu! Zapraszam także na mojego Instagrama : monia2510_ 
Zostawiam Wam jeszcze kilka zdjęć z ostatniej spontanicznej i krótkiej sesji z siostrą. Dosłownie spontanicznej... Paulina założyła sukienkę i chciała, żebym zrobiła jej kilka fotek i wyszłam na dwór z jednym założonym butem xd Dlaczego z jednym ? Bo bardzo się Paulinie śpieszyło. A oto one : 





Modelka : Paulina R.
Monia ♥

poniedziałek, 2 listopada 2015

Być chorym - nic miłego.

Hi
Znowu późno napisany post ale nie wiedziałam jak się za niego  zabrać i nie miałam zbytnio czasu... Święta, jutro sprawdzian z biologii w czwartek z polskiego, poza tym zmiany o których dziś chcę Wam trochę opowiedzieć. To może zacznę od początku ...
Pewnego dnia w wakacje, gdy wróciłam z mamą do domu, ponieważ byłyśmy na siłowni zauważyłam czerwoną plamkę na nodze, a dokładnie łydce... Pokazałam ją mamie i uznałyśmy że może mam podrażnioną skórę i mi przejdzie. Następnego dnia nie znikło to, więc mama dała mi jakąś maść na zmiany skórne czy coś takiego i miała to nawilżyć. Po tygodniu dalej plama nie znikła, a stawała się coraz większa, wypuklejsza, z czerwoną obwódką i troszkę mnie swędziała. Mama kupiła w aptece kolejną maść i stosowałam ją przez dwa następne tygodnie ... i nic to dalej nie dało. A plamką z mniej więcej wielkości 3cm x 5cm powiększyła się tak, że miałam ją na połowie łydki. Pojechałyśmy do lekarza i kazała nam iść do dermatologa. Ale, że skończył się kontrakty mogłyśmy dopiero iść do niego pod koniec września (około 1 października poszłyśmy pierwszy raz do lekarza, więc miałyśmy czekać co najmniej miesiąc na dermatologa) Moja mama umówiła się prywatnie na 10 października na wizytę do dermatologa. W tym czasie plamka stałą się plamą na całej łydce. Przyszedł 10 październik ... Gdy weszłyśmy do gabinetu powiedziałyśmy o plamce i że mnie piekło, jest lekko wypukła, ciepła, czerwona i mnie lekko swędzi. Pani doktor poprosiła, abym jej ją pokazała. Spojrzała i powiedziała " Wygląda mi to na boreliozę ". Moja mama otworzyła usta ze zdziwienia. Szczerze to, wtedy nie wiedziałam za bardzo jeszcze co to jest. Wiedziałam tylko tyle, że to jest od ugryzienia zarażonego kleszcza. Od razu powiedziałam pani, że na początku wakacji, siedząc nad naszym jeziorkiem na molo zauważyłam na nodze kleszcza, ale takiego małego, nie napitego, wysuszonego i nawet nie był przyczepiony do mojej nogi. Pani przepisała mi antybiotyk i kazała przyjść za 10 dni. W domu dużooo o tym czytałam i odkryłam, ze miałam dużo objawów tej choroby takich jak :
- częste bóle głowy,
- bóle stawów,
- omdlenia,
- zawroty głowy,
- przeziębienie,
- pocenie dłoni,
- ogólne osłabienie,
- pogorszenie wzroku,
- problem z koncentracją,
- uczucie smyrania po karku lub nogach,
Moja mama znalazła panią doktor, która specjalizuje się tą chorobą ( w Katowicach ) i zadzwoniła, aby umówić się na leczenie. Powiedziała jej o tym rumieniu na łydce i pani zaprosiła nas 20 października do gabinetu na wizytę. Dwa dni później pojechałyśmy zrobić badanie, polegające na pobraniu krwi ( IgG, IgM ), aby sprawdzić czy mam tą chorobę. Oczywiście jak to ja musiałam zemdleć na pobieraniu krwi i czułam się paskudnie do końca dnia. Po dwóch dniach mama odebrała wynik. Jeśli ktoś nie ma tej choroby to powinien mieć do 15 (nie wiem dokładnie czego), jeśli ktoś ma od 16 do 22 to może to mieć, lecz nie koniecznie, jeśli ktoś ma powyżej 22 ma to na 100%. Ja miałam 40,1. 6 dni po tym pojechałyśmy do Katowic do tej specjalistki od boreliozy. Przeprowadziła ze mną wywiad polegający na zadawaniu przez nią mi pytań czy to mi dolega czy nie. Np. Polą ci się dłonie? (Tak) Drętwieją ci ręce lub nogi? (Tak) itp. Na 90 % pytań odpowiedziałam "tak". Pani jeszcze zobaczyła wyniki badań. Powiedziała że może mi nie wyjść na nich, że to mam, ponieważ brałam, w tym czasie antybiotyk. Ale, gdy zobaczyła wynik powiedziała " O. Takiego wyniku się nie spodziewałam ". Powiedziała że to nie ten kleszcz mnie zaraził.. To mogło być rok temu, dwa, trzy ... Powiedziała, że mogę podjąć leczenie, co dużo zmieni w moim życiu. Dieta.. pilnowanie brania tabletek itd. Więc z mamą postanowiłyśmy, że podjemy się leczenia. W sumie musiałyśmy podpisać 3 'umowy', że podjęłyśmy się leczenia. Dałą mi rozpiskę z dietą.. która jest straszna. Nie mogę jeść:
- nic pszennego, np. makaronu pszennego, mąki, chleba,
- mleka,
- owoców,
- czerwonych warzyw takich jak: marchewka, pomidor, papryka,
- cukru,
- kukurydzy,
- mąki kukurydzianej, płatków kukurydzianych,
- glutenu,
- węglowodanów,
- pić soków,
- herbaty, czarnej i owocowej,
- mięty,
- kawy,
- grzybów, pieczarek,
- czerwonego mięsa,
Ogólnie jest tego dużo nie będę teraz tego wszystkiego wypisywać. Na pewno nie mogę być przy tym weganką, bo bym już w ogóle nic nie mogła jeść. Może przejdę teraz do leków, które muszę brać... Mam 3 antybiotyki, probiotyki i witaminy. W sumie biorę 14 tabletek dziennie. I muszę je brać przez rok. Przez rok muszę trzymać się diety.. z czym już sobie nie radzę. I pani mi powiedziała, że się z tego nie wyleczę. Mogę tylko tymi tabletkami tą 'borelkę 'uciszyć', ale będzie ona powracać. Nie wiemy ile mam pałeczek tej choroby. Można mieć 1,2 lub 3. Osoby, które mają 3 leżą w szpitalu lub co 3 mies. muszą jeździć na 2 tyg. do szpitala. Co jeśli nie będę stosować się do ustalonej diety? Drożdżaki zaczną wchodzić mi na narządy.. i wiadomo jak to się skończy. A jeśli nie podjęłabym się leczenia mogłabym zachorować na zapalenie opon mózgowych - nic dobrego. Od czego też bym mogła ... Wracając jeszcze do tabletek.. Biorę je o 7, 8, 9, 11 ( dwie tabletki), 13, później mam witaminy, 19, 20, 21 (dwie tabletki). Muszę brać kilka tabletek na lekcjach co nie jest przyjemne gdy połowa klasy się na ciebie patrzy i pyta boże znowu... co ci jest ? ... No ale co poradzić. Najgorsze jest chyba to, gdy patrzę jak ktoś w szkole je np. pączka, pije herbatę, cole, gdy jedziemy do rodziny wszyscy właśnie próbują ciasto, które ciocia upiekła z polewą czekoladową... A ja na to patrzę.. Nie chodzi o to, żeby nikt przy mnie niczego nie jadł, bo mam taki wymysł, bo tego nie mogę. Po prostu jest mi przykro. Ale mam nadzieję, że się do tego szybko przyzwyczaję. 

Łoo dziś się rozpisałam.. Jeśli komuś się chciało to wszystko czytać to na prawdę dziękuję ☺ Będę w kolejnych postach pisać jak się czuję, jak mi idzie, i warto się cieszyć tym, że jest się zdrowym. 
Kocham,
Monia ♥